W branży językowej i nie tylko często uważa się, że przełomowe zmiany są domeną młodych i lekkomyślnych, podczas gdy osoby bardziej dojrzałe i konserwatywne powinny trzymać się „starych, dobrych” metod działania. W niniejszym wywiadzie/studium przypadku chcemy obalić ten mit, przedstawiając firmę, która istnieje od prawie 30 lat i nie boi się korzystać z najnowszych technologii tłumaczeniowych.
„Jest tak dużo pracy, że nie dałbym już rady samemu tego wszystkiego ogarnąć”.
Cześć Christian, zacznijmy od kilku słów o tym, jak zacząłeś pracę w branży językowej.
Oczywiście! Przez pierwsze kilka lat pracowałem jako freelancer. Następnie przeniosłem się do Belgii, gdzie założyłem swoją pierwszą firmę, zatrudniłem kilka osób, a kilka lat później przenieśliśmy się do Luksemburga. Tam nasza firma rozrosła się do dziewięciu osób, czyli tyle samo, ile obecnie zatrudniamy. Razem zarządzamy grupą około 800 freelancerów i 35 dostawców usług językowych, aby spełnić wymagania wszystkich naszych klientów.
Przejście od pracy jako freelancer do pracy w agencji: jak do tego doszło?
Głównie wynikało to z prośby klienta: „Czy możecie oferować więcej kombinacji językowych?”. Poszukałem więc współpracowników i kolegów i staliśmy się swego rodzaju dostawcą usług językowych. W pewnym momencie pojawiło się tak dużo pracy, że nie byłem już w stanie samodzielnie wykonać wszystkich zadań – tłumaczenia, wystawiania faktur, zarządzania, marketingu. To było zbyt wiele dla jednej osoby (śmiech).
Jak dokładnie szukałeś innych tłumaczy i jak to robisz obecnie?
W pierwszych latach były to tylko osoby, które znałem. Po pewnym czasie zacząłem pytać ich o osoby, które oni znali. Później szukaliśmy freelancerów, korzystając między innymi z zasobów Niemieckiego Stowarzyszenia Tłumaczy. Ostatnio używamy do tego również platformy Smartcat.
Wskazówka dla profesjonalistów: Freelancerów można również znaleźć na platformie Smartcat.
„Nie znamy cię. Jak możemy ci zaufać?”
Jak więc wyróżnić się w branży?
Tak, to wyzwanie. Pięć lub sześć lat temu osiągnęliśmy punkt, w którym byliśmy agencją tłumaczeniową taką jak każda inna. Musiałem więc pomyśleć o tym, jak zdywersyfikować działalność i wyróżnić się w oczach klientów. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że będziemy się wyróżniać nie tylko oferowanymi usługami, ale także sposobem ich świadczenia.
Widzisz, kiedy odwiedzasz obecnie strony internetowe LSP, często widzisz opisy produktów, usług, ale rzadko spotykasz tam ludzi. My natomiast skupiamy się na osobowościach naszych pracowników i naszym indywidualnym stylu. Nie oferujemy jednego uniwersalnego produktu: chcemy zapewnić klientom dokładnie to, czego potrzebują, ani więcej, ani mniej. A ponieważ jesteśmy małą firmą, możemy dostosować się nie tylko do firmy, dla której pracujemy, ale także do osób, z którymi współpracujemy w tej firmie. To buduje zaufanie.
Dlaczego zaufanie jest tak ważne?
Uważam, że zaufanie jest najważniejszym aspektem. W erze internetu nie mamy zbyt wielu osobistych kontaktów z ludźmi. Każdy może mieć doskonałą stronę internetową i każdy może mówić, co chce, dlatego ważne jest, aby dotrzeć do ludzi i pokazać im, kim naprawdę jesteś, aby mogli zaufać zarówno tobie osobiście, jak i twojemu produktowi.
Jak więc budować to zaufanie?
Cóż, jedną rzeczą jest budowanie relacji osobistych, jak już wspomniałem. Inną rzeczą jest posiadanie rekomendacji. Gdy klient z danej branży prosi o rekomendacje i widzi, że współpracowałeś z jego partnerami, jest to ważny element budowania zaufania. Wreszcie, jeśli chcesz, aby inni ci ufali, musisz ufać samemu sobie. Musisz wierzyć, że jesteś w stanie zapewnić najwyższą jakość i zrobić to, co najlepsze dla klienta.
„Dla mnie rewolucja zaczęła się od faksu”.
A co z technologią? Czy uważasz się za dostawcę usług językowych znającego się na technologii? A może jesteś raczej firmą „starej daty”?
Tak, właściwie, kiedy zaczynałem jako tłumacz freelancer w 1986 roku, mieliśmy pewnego rodzaju zakłócenie w postaci faksu (śmiech), który w tamtym czasie był całkiem nowością. Zainwestowałem w to „zaawansowane technologicznie” urządzenie i byłem jednym z pierwszych tłumaczy w Monachium, którzy mieli faks. Tak więc od samego początku miałem pewną przewagę technologiczną. Dzięki temu bardzo płynnie wkroczyłem do branży. Z tego doświadczenia nauczyłem się, że technologia zawsze ma znaczenie, dlatego zawsze bardzo interesowałem się technologią i rozwojem technologicznym.
Skoro mowa o najnowszych osiągnięciach technologicznych, co skłoniło Cię do wyboru Smartcat?
(Śmiech) Tak, wprowadziliśmy Smartcat, ponieważ dostrzegliśmy ogromny potencjał, którego wcześniej nie było. Możemy pracować nad projektami w czasie rzeczywistym z kilkoma członkami zespołu. Istnieje wiele funkcji, które sprawiają, że ekosystem jest bardzo interesujący. Zawiera wszystko, czego potrzebujesz, w jednym miejscu.
Czym dokładnie różni się od tego, co miałeś wcześniej?
Wcześniej mieliśmy bazę danych klientów, bazę danych freelancerów, arkusze Excel dla naszych projektów, narzędzie CAT oraz inne narzędzie do zarządzania terminologią. Wszystko to było bardzo rozdrobnione i musieliśmy przełączać się między różnymi aplikacjami. Smartcat pozwolił nam pracować nad projektem z wykorzystaniem wszystkich dostępnych zasobów, dla wszystkich osób zaangażowanych w projekt jednocześnie, w czasie rzeczywistym. To naprawdę robi różnicę. Ostatnio zaczęliśmy również korzystać z rozwiązania do automatyzacji płatności, a integracja z tłumaczeniem maszynowym oczywiście oferuje jeszcze więcej możliwości.
Porada dla profesjonalistów: Skorzystaj z rozwiązania do automatyzacji płatności Smartcat, aby płacić swoim dostawcom na całym świecie.
Ponadto Smartcat to nie tylko narzędzie CAT, ale cały ekosystem. Pomaga nam zintegrować wszystko, czego potrzebujemy, z innymi narzędziami, takimi jak Protemos i LexiQA. Dzięki temu możemy pracować wydajniej, co bardzo mi odpowiada.
O ile bardziej wydajny?
Powiedziałbym, że o 60–65% więcej.
„Nie wysyłamy już e-maili”.
Co jest dla Ciebie najważniejsze w Smartcat?
Chodzi o jego współpracę. Chcesz, żeby wszystkie strony zaangażowane w projekt komunikowały się jak najlepiej. Wcześniej problem polegał na tym, że musieliśmy wysyłać mnóstwo e-maili między wszystkimi kierownikami projektów, klientami, tłumaczami, korektorami i tak dalej. Wszystkie te e-maile trzeba było porządkować według projektów. Odkąd zaczęliśmy korzystać z Smartcat, sytuacja uległa zmianie, ponieważ wszyscy komunikują się w ramach tego środowiska, a każde pytanie i każdy temat są dostępne dokładnie wtedy, gdy są potrzebne. Nie wysyłamy już e-maili, tylko komunikujemy się w ramach tego środowiska.
Czy trudno było przekonać wszystkich 800 freelancerów do korzystania z Smartcat?
Tak i nie. Nie ze względu na samo środowisko, ale dlatego, że w przeszłości inne agencje wymagały od wszystkich freelancerów korzystania z innych narzędzi CAT. Ich pierwszą reakcją było więc: „O nie, tylko nie kolejne narzędzie CAT!”. Porozmawialiśmy jednak z nimi i wyjaśniliśmy różnicę, a oni postanowili spróbować. Po tygodniu lub dwóch byli już przekonani.
Co sądzisz o powszechnym sceptycyzmie wobec technologii?
Tak, znam wielu kolegów, agencje, a nawet klientów, którzy są bardzo sceptyczni wobec technologii chmury, prywatności i tłumaczenia maszynowego. Dla mnie są to oczywiście wyzwania, ale postrzegam je również jako szanse. Uważam, że dobrze zrestrukturyzowaliśmy nasze procesy, aby znaleźć się w bardzo dobrej pozycji w branży. Na przykład oferujemy teraz MAeX, rozwiązanie do postedycji oparte na Smartcat, które spełnia wymagania normy DIN 18.587. Jesteśmy więc dobrze przygotowani na przyszłość.
A co przyniesie przyszłość?
W przyszłości rola tłumacza ulegnie zmianie. W przeszłości tłumacz musiał „wymyślać” zdania, natomiast w przyszłości będzie pełnił raczej rolę redaktora — choć oczywiście będzie to zależało od kombinacji językowej, ponieważ tłumaczenie maszynowe nie działa równie dobrze w przypadku wszystkich kombinacji. Taka jest przyszłość i bardzo mi się to podoba.
„Wprowadziliśmy 5-godzinny dzień pracy”.
Co najbardziej podoba Ci się w tej przyszłości?
Technologia pomaga nam osiągnąć wydajność, której potrzebujemy, aby zmienić nasze życie zawodowe i prywatne. W końcu praca to tylko jedna z części życia. Bardzo ważne jest dla mnie, aby wszyscy członkowie zespołu mieli wystarczająco dużo czasu na życie prywatne.
W latach dwudziestych XX wieku Henry Ford wprowadził 8-godzinny dzień pracy — stało się to możliwe dzięki technologii. Dzisiaj znajdujemy się dokładnie w tym samym punkcie, w którym technologia pomaga nam poprawić jakość naszego życia osobistego. Na przykład w firmie Faust wprowadziliśmy 5-godzinny dzień pracy.
Jak przebiegł eksperyment?
(Śmiech) Po 8 lub 9 miesiącach mogę potwierdzić, że to działa. Oczywiście wymaga to pewnych zmian w sposobie pracy. Trzeba pracować w sposób bardziej skoncentrowany i wykorzystywać efektywność, jaką oferują narzędzia — wtedy można zacząć o 9 rano i pracować do 15.
„Tłumaczenie jest jak surfing”
Jak więc wykorzystujesz zyskany czas wolny?
Głównie sport. Od 25 lat uprawiam triatlon. Od trzech lat intensywnie surfuję. W rzeczywistości tłumaczenia są pod pewnymi względami podobne do surfowania. Trzeba być zawsze przygotowanym, a kiedy nadchodzi fala, trzeba być gotowym, aby ją złapać, podjąć wyzwanie i zostawić konkurencję w tyle.
Skoro mowa o wyzwaniach, jakie są obecnie największe wyzwania dla dostawców usług językowych?
Kolejnym wyzwaniem jest być może konieczność uzasadnienia naszych cen, ponieważ wiele firm oferuje usługi, które wydają się być identyczne, za połowę ceny. Trzeba dokładnie wiedzieć, jak odpowiedzieć na wątpliwości klienta.
Wreszcie, wyzwaniem dla firmy naszej wielkości jest widoczność. Jak sprawić, byśmy byli widoczni w Internecie i na rynku? Duże firmy mają dużo pieniędzy i mogą korzystać ze wszystkich tych kanałów, co dla nas jest niemożliwe.
„Chodzi o to, aby być partnerami i osiągnąć wspólny cel”.
Czy to dlatego zdecydowaliście się nawiązać współpracę z Smartcat?
Nie tylko to. W zeszłym roku przejrzeliśmy prawie wszystkie narzędzia dostępne na rynku i zdaliśmy sobie sprawę, że większość z nich próbowała nam coś sprzedać. Dzięki Smartcat doświadczyliśmy innego sposobu prowadzenia działalności. Od samego początku mieliśmy poczucie partnerstwa, że Smartcat chce nas wspierać w tym, co robimy, i pomóc nam osiągnąć sukces. I właśnie w ten sposób chcemy prowadzić działalność z naszymi klientami — ponieważ chodzi o bycie partnerami i osiąganie wspólnego celu.
Zanim zakończymy, jakieś prognozy na przyszłość?
Jak już wspomniałem, branża zmienia się tak szybko, że niemal niemożliwe jest przewidzenie czegokolwiek. Jeśli spotkamy się ponownie za trzy lub pięć lat, z pewnością zobaczymy zupełnie inny rynek z nowymi graczami. Być może niektórzy z dzisiejszych potentatów znikną z rynku (śmiech).
Dziękuję, Christian — miejmy nadzieję, że spotkamy się wcześniej niż za trzy lata!
Ja również dziękuję.
Zapisz się do naszego newslettera




