W tym poście omawiamy typowe oszustwa związane z tłumaczeniami, sposoby odróżnienia oszustów od prawdziwych tłumaczy oraz trudności, jakie oszuści stwarzają profesjonalnym tłumaczom.
Artykuł gościnny autorstwa Matthew Kushinka
Nie wiem, czy istnieje piekło. Ale jeśli istnieje, to z pewnością jest w nim specjalne miejsce dla fałszywych tłumaczy i innych złodziei tożsamości.
Jak oszuści zajmujący się tłumaczeniami atakują agencje
Poznajcie Lindę Potter, tłumaczkę pracującą w językach szwedzkim i angielskim, specjalizującą się w edukacji, ekonomii i biznesie. Dzisiaj rano wysłała mi e-mail z zapytaniem o pracę w RedLine. Niestety, Linda nie istnieje. „Linda” to tylko fałszywe imię, które nieetyczna osoba przyjęła przed wysłaniem masowej wiadomości e-mail do kilkudziesięciu (kilkuset?) agencji tłumaczeniowych. Z punktu widzenia Lindy jest to strategia wymagająca niewielkiego wysiłku, ale potencjalnie przynosząca wysokie zyski. Jeśli wyśle e-mail do 100 kierowników projektów i choćby jeden z nich będzie na tyle głupi, że da się nabrać na jej ofertę, może łatwo zarobić trochę pieniędzy. Jak? To proste. Najpierw Linda próbuje zdobyć zlecenie od niczego niepodejrzewających klientów, przesyłając CV, które wygląda na prawdziwe. (Oszuści tłumaczeniowi kradną CV prawdziwych tłumaczy, które znajdują w Internecie). Następnie realizują projekty, korzystając z technologii tłumaczenia online, na przykład Google Translate. (Pamiętaj, że celem Lindy jest jak najmniejszy wysiłek).
Z tego co wiem, może to być Linda Potter, „tłumaczka” twierdząca, że pracuje w języku angielskim i szwedzkim.
Ponieważ Linda nie jest prawdziwą tłumaczką, nie jest w stanie wykonać profesjonalnego tłumaczenia. Nie jest nawet w stanie poprawić złego tłumaczenia maszynowego. Dlatego dostarcza swoją „pracę” do agencji i czeka na zapłatę. Dopiero później agencja i klient końcowy odkrywają, że zamiast profesjonalnego tłumaczenia otrzymali gorącą, cuchnącą kupę śmieci. A agencja zapłaciła za te śmieci. I chociaż firma nigdy więcej nie skorzysta z usług Lindy, szkoda została wyrządzona. Ona – lub ktokolwiek kryje się pod pseudonimem „Linda Potter” – z powodzeniem wykorzystała łatwowierność kierownika projektu. Linda może teraz przejść do kolejnego celu, być może używając innego imienia lub zmieniając kombinację językową.
Oznaki wskazujące, że właśnie otrzymałeś fałszywy e-mail
Prowadzę RedLine od 2011 roku, więc nauczyłem się dość dobrze rozpoznawać fałszywe wiadomości od fałszywych tłumaczy o fałszywych umiejętnościach. Oto kilka klasycznych oznak, że tłumacz próbuje Cię oszukać:
Zastanawiam się, co jest większym wykroczeniem: zwracanie się do mnie „Drogi” czy nazwanie twórcy programu FrameMaker „głupkiem”.
1. Wielu odbiorców
Fałszywi tłumacze wysyłają e-maile do dziesiątek, jeśli nie setek odbiorców jednocześnie. Obawiam się, że nie jesteś wyjątkiem.
2. Dwukierunkowość
Oszuści zajmujący się tłumaczeniami twierdzą, że potrafią pracować w obu kierunkach. W rzeczywistości spośród 20 osób, które wysłały mi dziś rano e-maile, 19 twierdziło, że potrafi pracować z języka X na język Y i odwrotnie. Na przykład jeden z tematów brzmiał „Profesjonalny tłumacz niemieckiego<>angielskiego”. Oczywiście większość profesjonalnych tłumaczy nie pracuje równie dobrze w obu językach w ramach swojej pary językowej – a właściwie nie jest w stanie tego robić. Chociaż niewielki odsetek tłumaczy faktycznie posługuje się dwoma językami A, nie dotyczy to większości zwykłych śmiertelników. Oni (słusznie) tłumaczą tylko z języka B na język A.
3. Liczne języki
Tak, niektórzy tłumacze znają dwa, a nawet trzy języki B. (Przychodzą mi na myśl niektórzy z moich kolegów.) Jednak gdy tłumacz twierdzi, że biegle posługuje się językiem angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, tureckim i holenderskim, można śmiało założyć, że kłamie.
4. Dziwna kombinacja języków
Nie dziwi mnie, gdy tłumaczka z Hiszpanii mówi, że oprócz angielskiego jednym z jej języków B jest włoski. W końcu zarówno włoski, jak i hiszpański są językami romańskimi. Widziałem jednak oszustów, którzy w jednym zdaniu wspominali o szwedzkim i czeskim, co jest dość dziwnym połączeniem.
nie przechodzi testu zapachowego.
5. Nazwisko podejrzanego
Fałszywi tłumacze nie potrafią wymyślać nazwisk pasujących do ich rzekomego pochodzenia narodowego. Oczywiście, jest możliwe, że tłumacz pochodzący z Francji mógłby nazywać się Jeff Smith. Ale jest to mało prawdopodobne.
6. Dziwne powitanie
Oszuści nie muszą być zbyt bystrzy, ponieważ często otrzymuję listy motywacyjne, które zaczynają się od „Szanowny Panie” – bez imienia, bez niczego. Po prostu „Szanowny Panie”.
7. Szalone formatowanie
Fałszywi tłumacze często kopiują i wklejają teksty. Pomimo tych wszystkich wysiłków nie poświęcają dodatkowych pięciu sekund na ujednolicenie różnych rozmiarów czcionek, krojów, kolorów i odstępów w swoich wiadomościach. W podobnym kontekście nikt nie potraktuje Cię poważnie, jeśli w wiadomości e-mail użyjesz czcionki Comic Sans.
Nie, twoje oczy cię nie mylą. To po prostu bardzo kiepskie formatowanie wykonane przez fałszywego tłumacza.
8. Okropne pisanie
Hanna Sorensen, „rodowita Szwedka”, popełniła dwa fatalne błędy – użyła czcionki Comic Sans i umieściła żółty tekst na białym tle.
9. Niskie stawki
Jestem właścicielem firmy, więc zapewne cieszę się, gdy tłumacze oferują niskie stawki, prawda? Nieprawda! Żaden profesjonalny tłumacz wart swojej soli nie zgodzi się pracować za grosze, więc gdy widzę stawki z 1957 roku w e-mailu z 2017 roku, zaczynam się zastanawiać.
Jak oszuści szkodzą (prawdziwym) tłumaczom
Kradzież tożsamości
Uszkodzenie perspektyw zatrudnienia
Kierownicy projektów w każdej renomowanej agencji tłumaczeniowej powinni umieć odróżnić oszustów od profesjonalistów. Niestety, oszuści utrudniają dobrym tłumaczom znalezienie pracy. Wyjaśnię, o co mi chodzi. Jako właściciel agencji i kierownik projektów otrzymuję codziennie dziesiątki e-maili — tłumacze dostarczają pliki, redaktorzy zadają pytania, klienci proszą o wycenę, a freelancerzy szukają pracy. Pierwszym problemem jest wizualny bałagan: oszuści zapychają moją skrzynkę odbiorczą. (Zdziwiłbyś się, ile wiadomości przechodzi przez moje filtry antyspamowe). W rezultacie muszę przeglądać śmieci, aby znaleźć prawdziwe zapytanie.
A to jest tuż przed południem.
Drugi problem jest trudniejszy: niektórzy oszuści są naprawdę dobrzy. Piszą przekonujące listy motywacyjne, posługując się gramatyką i idiomami na poziomie native speakera. Nie popełniają żadnego z błędów, o których wspomniałem w poprzedniej sekcji. Jest jednak jedna rzecz, której nie robią. Nie personalizują swoich wiadomości w żaden sposób. Mogą wspomnieć o RedLine z nazwy, ale biorąc pod uwagę, jak łatwo jest wykonać proste korespondencję seryjną w programie Microsoft Word, może to nie mieć większego znaczenia.
Aby udowodnić, że jesteś człowiekiem, zrób to, co potrafią tylko ludzie
Wniosek jest więc prosty. Wiadomości od tłumaczy, którzy nie personalizują swoich tekstów, trafiają do mojego kosza. Powód? Nie potrafię odróżnić ich od oszustów. Jak napisałem w tym poście o tworzeniu dobrego listu motywacyjnego, najłatwiejszym sposobem na udowodnienie, że jesteś prawdziwą osobą, jest dodanie czegoś, o czym możesz wiedzieć tylko wtedy, gdy jesteś prawdziwą osobą. Program do zbierania tekstu może na przykład znaleźć adres e-mail firmy na naszej stronie, ale nie będzie się fatygował, aby odwiedzić stronę „O nas” i znaleźć moje imię. Sprytni freelancerzy podejmują jednak ten dodatkowy krok. Chcą nawiązać pewnego rodzaju kontakt z czytelnikiem (w tym przypadku ze mną).
To przygnębiające, gdy pomyślę, ile czasu spędziłem w ciągu ostatnich sześciu lat na usuwaniu fałszywych wiadomości lub oznaczaniu ich jako spam. (Oczywiście, to tylko kilka kliknięć, ale ten czas się sumuje!) Oszuści tłumaczeniowi są rzeczywiście potomstwem diabła. Jeśli chcesz zgłosić oszusta, odwiedź ten katalog. Masz historię o oszuście, którą chcesz się podzielić? Opowiedz mi o niej w komentarzach. (Wiesz przecież, że nieszczęście lubi towarzystwo).



